Swayambunath, czyli psy, małpy i my
Jedną z najważniejszych świątyń w Kathmandu jest Swayambunath, czyli położona na zachodzie stolicy świątynia "wzniosłych drzew". Jak na szanującą się świątynię przystało - znajduje się na wzgórzu, więc oznacza to dużo schodów... W jej pobliżu znajduje się także Muzeum Narodowe Nepalu, od którego zaczęliśmy nasz dzień. Z jakiegoś powodu postanowiliśmy nie psuć sobie dnia od samego rana. 😆
Na oko do muzeum zagląda 10 turystów dziennie, w tym 8 z Indii i tylko 2 białych. Wyczerpaliśmy pulę na ten dzień. Ponieważ wstęp kosztuje 5 zł, to nawet warto tu zajrzeć. Co oferuje? Dużo posągów, a w kolejnych salach jeszcze więcej posągów. Nawet ładny widok z tarasu (włazimy wszędzie na dachy - taka nasza cecha rozpoznawcza), w kolejnych salach jeszcze więcej rzeźb. Z drewna, brązu, kamienia - co kto lubi. Tak chyba wygląda niebo rzeźbiarzy.
W ogorodach Muzeum znajduje się jeszcze galeria. Zgadliście - też są tam rzeźby! Na szczęście nie tylko - można obejrzeć też obrazy i mandale. Oraz o założeniach mandali poczytać - to zdecydowanie najciekawszy punkt tego miejsca. Pierwszy budynek można odpuścić, ale tutaj akurat warto zajrzeć.
Ponieważ w Muzeum obowiązuje zakaz zdjęć (w dodatku trzeba wszystkie przedmioty osobiste zostawić w szafce przy wejściu), to nie mamy stąd prawie żadnych fotek. 😕
![]() |
| Droga z Muzeum do świątyni ubiegła nam w rytm szczekania. "Za 4. psem w lewo, za 5. psem w prawo." |
![]() |
| W tle widać już Swayambunath. |
W końcu z muzeum ruszyliśmy w stronę świątyni. Dziwne, jakoś na mapie wyglądało, że to wszystko blisko siebie. Marne 1,5 km do przejścia. A szliśmy pół godziny. Może po prostu bardzo nie chcieliśmy dotrzeć do tych schodów. Jeszcze w hotelu sobie wygoogle'aliśmy świątynię i jakoś schody do niej nie wywołały w nas entuzjazmu. 😅
Droga była prosta, ale tak jakoś wyszło (jak zawsze niechcący!), że owszem, dotarliśmy do świątyni, ale od tzw. d...rugiej strony. Oficjalne wejście (i schody) są od wschodu wzgórza. My weszliśmy od południa. Ale hej, przecież też były schody, to skąd mieliśmy wiedzieć, że to nie jest oficjalne wejście? Efekt był taki, że zaoszczędziliśmy na biletach. Jakoś nie przyszło nikomu do głowy, aby postawić budki z biletami także na innych drogach prowadzących do świątyni. A były to oficjalne trasy, a nie jakieś wydeptane ścieżki prowadzące przez prywatne podwórka.
Po oficjalnych schodach zeszliśmy. I wiecie co? Wcale nie były aż takie wysokie, pyknęlibyśmy je z 2-3 postojami tylko. Zdjęcia w internecie kłamią!
![]() |
| Jeśli ktoś miałby ochotę przywieźć sobie z Nepalu obraz, to tutaj można znaleźć sporo ładnych okazów. |
![]() |
| "Nieoficjalne" wejście na wzgórze... |
Wzgórze znane jest nie tylko z charakterystycznej świątyni z namalowanymi oczami Buddhy, ale także z małp! Można ich tu znaleźć całkiem sporo - skaczą, biegają i kradną soczki w kartoniku. A to małpy jedne! 😅 Mają w swoim życiu jeszcze jedną rozrywkę - przeganianie psów, których też jest tutaj sporo. Zresztą jak w całym Nepalu. Jeśli dodać do tego także zatrzęsienie turystów, w tym nas i całą rzeszę youtuberów/instagramerów/tiktokerów itp., to ze Swayambunath robi się małe zoo. 😆
Garść informacji praktycznych:
- National Museum - bilet kosztuje 150 Rs. Za rikszę z hotelu zapłaciliśmy 500 Rs. Czujemy, że przepłaciliśmy, ale że był to dzień przed wyborami i większość rikszarzy zrobiła sobie wolne, to wyboru nie było. Powrotnej rikszy nie braliśmy - wróciliśmy na nogach.
- Swayambunath - teoretycznie 200 Rs./os.
- Swayambhu Marg - na tej ulicy znajduje się sporo fajnych knajp, tylko trzeba przejść za zakręt. My zatrzymaliśmy się przed nim w Timboor Thakali Bhanchha - tanioooo i wege, więc byliśmy zadowoleni. Zwłaszcza że na tym odcinku od świątyni tylko oni byli otwarci.




























Komentarze
Prześlij komentarz