Solo po Azji
A nie bałaś się tak daleko jechać?
Jak to sama chodziłaś? Ja bym się nie odważyła.
Przecież ktoś Cię mógł porwać!
Takie komentarze towarzyszyły mi przez ponad rok - od momentu obwieszczenia decyzji o wyjeździe aż do powrotu. Czy Polka może czuć się w Azji bezpiecznie solo? To zależy od regionu, bo Azja jednak jest ogromna i np. w takim Afghanistanie raczej nie bardzo. Aczkolwiek w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej (według mnie) już zdecydowanie tak. W każdym z odwiedzonych krajów włóczyłam się po ulicach samotnie i nigdy nie czułam się w jakikolwiek sposób zagrożona. 😊 Choć trzeba tu też przyznać, że robiłam to zawsze w ciągu dnia. Wieczorem faktycznie na mieście bywałam z Niemężem. I nie łaziłam samotnie po odludziach poza miastem - tam też zawsze mi towarzyszył P. Choć nawet po Warszawie nie lubię sama po ciemku chodzić. Nigdy nie wiadomo, w której bramie jakiś podpity Janek albo Patryk czeka, aby błysnąć swym intelektem...
Ba! Zaryzykowałabym stwierdzenie, że podczas naszej orientalnej podróży było nawet bezpieczniej niż w Warszawie. W Azji się dość mocno wyróżniamy, więc ludzie wokół bardziej zwracają na nas uwagę. A to może skutecznie zniechęcić złych ludzi, bo wiadomo - przestępstwa najczęściej popełnia się, gdy nikt nie patrzy. A zwłaszcza na mnie ludzie patrzyli ciągle. I to z podwójną ciekawością - nie dość, że biała (ciekawe, co ją taki kawał od domu przywiało), to jeszcze biegająca sobie solo kobieta (no jak to tak na miasto sama?). Subiektywnie podzieliłabym odwiedzone przez nas kraje na dwie grupy względem tego, jak postrzegane jest takie zwiedzanie w pojedynkę:
1. team a gdzie mąż?, czyli Nepal, Malezja, Indie i Malediwy
2. team a gdzie dzieci?, czyli Tajlandia, Kambodża i Indonezja - w tej grupie można dzieci zamienić na 3 koleżanki, 2 siostry albo kilka kuzynek.
Wyjątkiem jest Singapur, bo to taka egzotyczna Europa w wydaniu multi-kulti. Tam nikt się niczemu (ani nikomu) nie dziwi. 😎
Nie jest jednak aż tak słodko i różowo. Minusy samotnego tuptania po Azji według mnie istnieją, choć są tylko dwa. Pierwszym jest język - nie zawołam o pomoc po tajsku czy w bahasa. Jednak angielskie help raczej rozumieją wszyscy ludzie na świecie, więc i tak jest szansa, że ktoś popędzi mi na ratunek. Natomiast zawsze lepiej, gdy obok jest jeszcze jeden człowiek, z którym wspólnie można pokombinować, jak tu się na migi porozumieć z lokalsami. Tak, żeby nie wyszło, że według nas zamawiamy zupę szczawiową, a według nich obrażamy obecnego premiera. 😂 Jest to jednak minus samotnego podróżowania ogólnie, niezależnie od płci.
Drugim minusem, który jest już silnie powiązany z płcią, jest większa śmiałość do zagadywania. I absolutnie nie są to niebezpieczne sytuacje. Raczej... upierdliwe. Bo ile razy w ciągu jednego dnia można opowiadać, skąd i po co przyjechaliśmy, co robimy w Polsce itd. Jakoś panowie są nagabywani trochę rzadziej. Pewnie niektórzy za bardzo się boją, że taki facet jeszcze się zirytuje i da w nos. A kobieta jest pod tym względem o wiele łatwiejszym łupem. Ale czy to generuje niebezpieczeństwo? Nie. Co najwyżej może zirytować i popsuć humor. Choć dzięki samotnym włóczęgom w Indiach poznałam Induskę, która przez 3 lata studiowała w Warszawie, zyskałam koleżankę w sklepie mlecznym w Cochin oraz usłyszałam historię rodziny Rama. I prawdopodobnie doświadczyłam tego wszystkiego właśnie tylko dlatego, że byłam tuptającą solo kobietą.
![]() |
| Żeby nie było, że tylko ja ląduję na głównej - taktyczne zdjęcie Niemęża. Idź sama zwiedzać. Yes, you can! 😆 |
![]() |
| Ojej, jak tu niebezpiecznie. Absolutnie nie można zapuszczać się w pojedynkę! 😂 |
| W Nepalu pani sama sobie stała na drodze i czekała na transport. Bez męża! 😱 |


Komentarze
Prześlij komentarz