Co zabrać w roczną podróż?
Pojawił się już tutaj post o najbardziej według nas przydatnych gadżetach, które wzięliśmy ze sobą do Azji. Nie były to jednak jedyne rzeczy, które zabraliśmy. No bo jak dalibyśmy radę wtedy dobić do 27 kilogramów bagażu? 😂 Może ktoś spośród Was planuje wylot w tamtą (lub inną) część świata i nasza lista bagażowa go zainspiruje. Nie wszystkie punkty są takie oczywiste. 😉
![]() |
| Kasjerki w Siem Reap były nieco zaskoczone, jakie teraz pamiątki turyści kupują. 😂 |
- spinacze: wzięliśmy z Polski parę klipsów do papieru, ale było to zdecydowanie za mało, gdy już podróżowaliśmy z otwartymi makaronami, przyprawami itp.
- haczyki (wieszaki): jakoś w większości wynajmowanych miejsc nikt o nich nie pomyślał w kuchni i nawet nie było gdzie zawiesić ręcznika, przydawały się też w łazienkach, gdy często mieliśmy tylko 1 wieszak na 2 ręczniki 😁
- garnek (na wszystkie rodzaje palników): zdarzało się, że garnki w mieszkaniu były na gazówkę, a kuchenka była elektryczna... najłatwiej było podróżować z własnym małym rondlem na wszystkie rodzaje płyt (w praktyce gotowałam tylko w nim, bo nie zawsze chciało mi się przez godzinę szorować garnki zastane w mieszkaniu)
- szmatki do sprzątania i plyn do mycia naczyń: wzięliśmy z Polski chusteczki nasączane do dezynfekcji, ale zdecydowanie było ich za mało, a płyn do zmywania dostawaliśmy w mieszkaniach praktycznie tylko w Indiach
- odświeżacze powietrza: absolutnie konieczne, gdy łazienka ma kiepską cyrkulację powietrza 😅
- ręcznik kuchenny: już częściej się zdarzało dostać płyn do mycia naczyń niż ręcznik...
- etui na karty dostępu: jeśli dostawaliśmy karty dostępu, to prawie zawsze bez żadnego etui, raz prawie taką luźną kartę zgubiliśmy, więc w Singapurze dokupiliśmy sobie etui, żeby kartę przypiąć do kluczy
- mala torba termiczna: nasza była dołączona jako gratis do płatków śniadaniowych w Malezji, okazała się baaaardzo przydatna podczas transportowania przez 1,5 km mleka czy lodów
- mały nóż i łyżki: zakupione podczas urlopu z teściami, bo nie mieliśmy swojej kuchni, jednak przydawały się także później
- nożyczki: scyzoryk wykonujący zadania nożyczek przez rok to NIE jest dobra opcja 😂
- worki na śmieci
- olejek odstraszający komary: chodzi o taki wtykany do kontaktu, psikanie siebie przed snem to za mało, a spanie bez otwartego okna często nie było możliwe
- ściągaczka do wody: żeśmy kupili jedną w Kambodźy za 4 dolary, żeby nie pływać w łazience po każdej kąpieli, zostawiliśmy ją jednak w Siem Reap 😅
- ociekacz do naczyń: w Cochin najbardziej nam go brakowało, więc żeby się nie irytować brakiem suszarki, to po prostu zakupiliśmy sobie jedną za całe 18 złotych, została w Indiach.
Co wzięliśmy, ale się nie przydało:
- termometr: nigdzie nam nie sprawdzali temperatury, sami z siebie skorzystaliśmy z niego ze 2 razy
- trilac: jakimś cudem nigdzie nie mieliśmy problemów z nową florą jelitową, więc trilac okazał się kompletnie nieprzydatny
- dron: polataliśmy nim zaledwie kilka (może kilkanaście) razy, w większości miejsc obowiązywały nas zakazy albo było trzeba przez miesiąc wyrabiać pozwolenia, a potem jeszcze na Bali wpadł nam w piach, więc wrócił do Polski z teściami...
- lornetka: skorzystaliśmy z niej parę razy, po czym... zostawiliśmy cioci w Kalkucie 😅
- grzałka: jej rola sprowadziła się do tego, że na Goa wybuchła i wysadziła korki, gdy po pół roku podróży w końcu z niej skorzystaliśmy 😂
- ekstra siatki foliowe: wzięliśmy trochę górką na wszelki wypadek, ale kompletnie bez sensu - tonęliśmy w tych siatkach w pewnym momencie, bo w Azji WSZĘDZIE (poza Singapurem) dostawaliśmy foliówki... czasem było trzeba się prawie kłócić, żeby ich nie wziąć.
A co nam się przydało (czyli nudna lista, co wzięliśmy):
- apteczka:
- przeciwbóle
- płyn do dezynfekcji
- witaminy
- elektrolity
- stoperan
- smecta
- octanisept
- bandaż, gaza i plastry
- tabletki na gardło
- fenistil
- altacet
- esberitox
- zioła na trawienie
- eludril
- lifestraw
- różnego typu maseczki (w tym chirurgiczne, bo parę linii lotniczych takich wymagało)
- stabilizatory (na kolano Niemęża i moją kostkę)
- elektronika:
- laptopy i telefony
- aparat fotograficzny
- selfie stick: najczęściej wykorzystywaliśmy go jako statyw do filmowania zachodów słońca
- powerbanki (w tym jeden solarny)
- baterie akumulatorki (aa i aaa)
- trójnik
- adapter uniwersalny
- ekspres nanopresso
- suszarka: skorzystaliśmy z niej nie więcej niż 10 razy, jednak podczas choroby czy w górach była przydatna i dobrze było ją mieć - choć może dałoby radę pożyczyć jakąś od gospodarzy
- papierologia:
- paszporty oraz ich kopie
- kilka kopii certyfikatów covidowych
- żółta książeczka szczepień: mieliśmy w niej odnotowane wszystkie szczepienia zrobione przed wylotem
- EKUZ: na wypadek łatwiejszego transportu medycznego do jakiegoś kraju Unii
- kilka kopii polisy ubezpieczeniowej
- inne:
- ulubione ziółka: o herbatę łatwo, ale na morwę i lipę w Azji nie liczyłam (słusznie)
- chusteczki dezynfekujące do sprzątania
- proszek do prania
- papier toaletowy: na start w Nepalu, na bieżąco dokupowaliśmy, bo zwykle na parę tygodni dostawaliśmy resztki rolki
- duży ręcznik szybkoschnący
- ręczniki do rąk: po miesiącu pełniły funkcję ręczników kuchennych, bo prawie nigdzie nam owych nie dawali
- igła, nici i agrafki: ratowały nas niejeden raz, w tym przed wielką dziurą na plecaku Niemęża
- spraye odstraszające komary: takie zwykłe, nie braliśmy niczego z bardzo wysokim stężeniem DEET
- torby: plecaki miejskie (w tym mój ulubiony składany), nerki (z daleka widać było, że jesteśmy turystami, ale co tam), torba płócienna (idealna do wyskakiwania po ziemniaczki)
- rozrywka: krzyżówki (nieocenione zwłaszcza podczas 8-godzinnych podróży pociągiem z teściami) i obrazki logiczne
- materiały piśmiennicze: długopisy (zawsze trzeba mieć jakiś przy sobie w samolocie, żeby kwitki do imigracyjnego/celników wypełnić), ołówki
- kubek
- bidon na wodę z filtrem
- linka (na pranie i nie tylko)
- wachlarz
- poduszka dmuchana
- poszwa na kołdrę: fantastycznie udawała cienki śpiwór, a zajmuje mniej miejsca
- podarki z Polski: zawsze jakieś ze sobą biorę, bo nigdy nie wiadomo, kiedy i komu trzeba będzie podziękować za dobre serce.
Oczywiście wzięliśmy też ze sobą kosmetyki i ubrania. 😁 Nie wypisuję jednak całęgo zestawienia, bo każdy ma inne preferencje i co innego potrzebuje ze sobą wziąć. Natomiast warto zwrócić uwagę na kilka kwestii:
- azjatyckie szampony są... różne, lepiej zabrać swój z Europy
- jeśli ktoś wybiera się na Bali, to powinien wziąć odżywkę do włosów - tragedia, co balijska woda robi z naszymi włosami (zwłaszcza niskoporowatymi)
- pumeks/tarka do stóp i mała szczotka to konieczność, bo po jednym dniu chodzenia na bosaka po świątyniach stopy wyglądają kiepsko 😅
- nawet w tropikach przydają się grube skarpety i ciepłe ubrania!

Komentarze
Prześlij komentarz