Kierunek Chitwan
Po przylocie do Kathmandu spędziliśmy w stolicy kilka dni. Upłynęły jednak one głównie na:
- odsypianiu
- załatwianiu formalności (bilety na dalszą podróż, wymiana kasy itp.)
- dalszym odsypianiu
- ogarnianiu zaległych spraw w Polsce
- jeszcze troszkę odsypianiu.
Pierwszy kierunek - Sauraha i Park Narodowy Chitwan.
![]() |
| Z zewnątrz prezentuje się nawet nawet. |
W 5 godzin dojedziecie!
Internety twierdziły, że raczej w 7. Albo 8. Albo 10. Albo po prostu - że dojedziemy, jak dojedziemy, bo to aż 150 km i nigdy nic nie wiadomo... Zaopatrzeni w wodę, herbatniki i banany wzięliśmy zatem te nasze 55 kg bagażu i ruszyliśmy taksówką na dworzec. Tzn. na taką jedną ulicę, przy której stają wszystkie autobusy, bo dworcem to tego jednak nazwać się nie da.
Jako biali Europejczycy mieliśmy bilety na tzw. tourist bus za 1000 Rs. (ok. 35 zł). Na taki zwykły lokalny podobno byśmy mogli nawet nie dostać. Tourist bus od Sai Baba Adventure Travels & Tours miał być na wypasie - więcej miejsca na nogi, klima, wifi-srifi i takie tam. Wiadomo, w Azji jesteśmy, więc wiedzieliśmy, że połowa udogodnień to pewnie taki chwyt marketingowy i tyle. Ale jak wsiedliśmy do autobusu... to z niego zaraz wysiadłam i poszłam szukać na ulicy naszego WŁAŚCIWEGO autobusu. No bo przecież to na pewno nie ten, do którego nas wsadzili. 😂
Ostatecznie to jednak był ten! Żałujemy, że nie zrobiliśmy zdjęć w środku - obgryzionych (?) podłokietników, podartych siedzeń i brudnych zagłówków. W końcu Sai Baba w nazwie ma Adventure, więc czego się spodziewaliśmy? Lojalnie ostrzegali w samej nazwie.Poniżej kilka przebitek z drogi. 8-godzinnej drogi, zaskakująco często pokonywanej bardziej w pionie niż w poziomie. 😅
![]() |
| Jesteśmy w krainie nosorożców! |
Gdyby ktoś się zastanawiał, jaki widok ukazuje się wysiadającym z autobusu na dworcu w Sauraha. Właśnie taki. Witamy na (nepalskiej) wsi. 😁









Komentarze
Prześlij komentarz