Arabski Ryanair
Czy leci z nami lekarz? To ostatnie słowa, które chciałoby się usłyszeć na pokładzie samolotu. A takie właśnie padły już w drugiej godzinie naszego lotu. Mamy farta w życiu, co nie?
Nasz pierwszy kierunek to Nepal. Początkowy plan zakładał oglądanie kwitnących wiśni w Japonii, jednak przez Wiadomo Co Japonia w kwietniu pozostawała dla nas niedostępna. Dlatego postanowiliśmy zobaczyć kwitnące rododendrony w Nepalu.
Niestety, przez Wiadomo Co siatka połączeń do Kathmandu zubożała. I to mocno. 😞 W obliczu niewielkiego wyboru i horrendalnie wysokich cen znanych nam linii postanowiliśmy wybrać po tanioszce nowość (dla nas) - Flydubai. W necie znaleźliśmy milion pięćset sto dziewięćset opinii, że to taki arabski Ryanair. Czyli że trzeba za wszystko płacić - miejsca obok siebie, posiłki, rozrywkę, zdrapki, odprawę na lotnisku itp. Ostatecznie jednak mimo wszystkich dopłat Flydubai zdeklasował konkurencję i pozwolił nam zaoszczędzić minimum 700 zł. Gdybyśmy lecieli "turystycznie" z biletem powrotnym, to najtaniej wyszedłby Turkish Airlines, jednak nam potrzebny był bilet tylko w jedną stronę.
![]() |
| Lecimy Flydubai, a wracać na 99% będziemy LOT-em. :D |
Po zakończonej odprawie i tak dostaliśmy komunikat, że niby jesteśmy odprawieni, ale po karty pokładowe mamy się stawić do odprawy... 😂😆 Widzieliśmy pasażerów odprawiających się na lotnisku, którzy nie wyciągali portfela, czyli mogliśmy zaoszczędzić z godzinkę cennego czasu. Flydubai ma sporo stanowisk odprawy, poszło szybko - w kolejce czekaliśmy może z 3 minuty.
A co na lotnisku?
Nikt bagażu podręcznego nie ważył.
Nikt nie sprawdzał liczby pakunków.
Na torbę na laptopa nawet nie spojrzeli...
Mogliśmy wziąć nawet z 5 walizek i byłoby ok. Może jednak nie jesteśmy Januszem i Grażyną pakowania. Albo tylko troszeczkę. Tak na 20%.
Po przylocie o 6 rano pożegnaliśmy się już mentalnie z perspektywą skonsumowania czegokolwiek. Na szczęście turyści mają dyspensę - na lotnisku wszyscy jedli, knajpy otwarte, nikt się ramadanem nie przejmował. W drodze do Kathmandu też dostaliśmy posiłek. Jak na samolotowe jedzenie - było smacznie. I mogliśmy wybrać wege! Tylko z wodą gorzej - na cały lot przysługiwała jedynie 1 szklaneczka, ok. 150 ml. Za dużą butelkę wody na lotnisku zapłaciliśmy ok. 30 zł.
Odpadł nam silnik i musimy zawracać?
Porywają samolot? Ej, ale ja chcę rododendrony!
Ukradną mnie do haremu jakiegoś szejka, który mnie obsypie złotem i diamentami? (Szybko przychodzi refleksja, że nie, jednak nie, za stara jestem.)
Podczas lotu mieliśmy 2 omdlenia. Na szczęście wśród pasażerów byli i lekarz, i pielęgniarka. Dotąd mnie bawiło pokazywanie w filmach, że w takich sytuacjach na pokładzie zawsze, absolutnie zawsze jest lekarz. Nie no, przecież to fikcja, ale naciągają! A jednak. Hollywoodzie, zwracam honor. Od teraz będę wierzyła we wszystko, nawet w to, że wystarczy zdjąć okulary i założyć majtki na spodnie, żeby własna rodzina przestała Cię poznawać.
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, jednak dla nas oznaczało to kompletny brak snu. Do Dubaju przyleciały 2 zombie, które od tygodnia spały mało, a od 20h wcale. Szybciutko (ale tak raz raz, w 1 sekundę) zrewidowaliśmy nasze plany i zamiast zwiedzania Dubaju (eee, widzieliśmy coś z góry... smog jest, nie będzie widać nic z Burj Khalifa, trzeba oszczędzać, jeszcze się nazwiedzamy itd.) po prostu poszliśmy zalegać pod bramki. Niewygodny fotel wart więcej niż całe złoto Burj Khalifa. 😄
![]() |
| Zombiaki w drodze do bramek |
Podczas lotu Dubaj-Kathmandu nie było już omdleń. Znów miały być turbulencje, ale nie było. Zaczęłam podejrzewać, że to taki chwyt załogi, żeby ludzie nie łazili po samolocie. Trzeba zapowiedzieć turbulencje i wszyscy grzecznie siedzą na miejscach. Natomiast wciąż gadają, co oznaczało kolejne godziny bez snu.
Inteligentnie wzięliśmy miejsca od strony gór, żeby sobie popodziwiać Himalaje. Który to już raz próbowaliśmy się wycwanić? Chyba nie muszę wyjaśniać, jaki był efekt. Poszukajcie ich sami na filmie.
Podczas tej podróży coraz częściej poddaję w wątpliwość w naszą inteligencję.




Wszystkie moje ostatnie loty, to loty na szkolenia, szkolenia dla medyków. Spałam spokojnie, bo połowa pasażerów to byli lekarze i pielęgniarki( w tym ja ). 😅 Na szczęście nigdy takie hasło nie padło na pokładzie. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń